środa, 9 maja 2018

Nieobecność. Kajaki.

Nie było mnie tu prawie 2 miesiące. Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał, wszystko dzieje się tak szybko. 
Miałam spore huśtawki emocjonalne w ostatnich tygodniach. Od euforii po myśli samobójcze (i próbę w sumie). Nadal nie czuję się stabilnie, są dni kiedy wszystko mnie cieszy i czuję się pełna energii i nadziei na 'lepsze jutro', no i oczywiście są dni takie jak teraz, kiedy wszystko jest beznadziejne i nie do zniesienia. 
Chociaż dzisiaj to chyba bardziej uczucie pustki mi doskwiera. 


Z pozytywnych wieści, to w połowie kwietnia wybraliśmy się ze znajomymi na spływ kajakowy. 
Chyba jedynym czynnym wtedy miejscem w obrębie Śląska był Spływ Kajakowy Białą Przemszą, a dostępna była tylko trasa srebrna o długości 11km i opisywana jako "trasa dla osób aktywnych". 



Na stronie jest napisane, że trasa zajmuje 3-4h, nam natomiast zajęła 6h, no cóż xD Podobno Biała Przemsza to rzeka ogólnie dość wymagająca. Dla mnie i dla D., był to pierwszy taki spływ kajakowy. Wcześniej tylko 2-3 razy pływaliśmy kajakami po małym jeziorku, ale nigdy dziką rzeką z tyloma różnymi przeszkodami. 





piątek, 16 marca 2018

Taksówki, prostytutki i projekt ustawy.

Miałam dziś dosyć nieprzyjemną sytuację w pracy. Przypominam, że pracuję jako dyspozytorka taxi.
7 rano, ledwo przyszłam do roboty, dzwoni telefon. Zaniepokojona dziewczyna pyta o swojego chłopaka, mówi mi, że dzień wcześniej wieczorem zamówił u nas taksówkę, miał tylko jechać spotkać się z kumplem, a w ogóle nie wrócił na noc. Bała się, że coś mu się stało, miał wyłączony telefon. Nie wiedziałam jeszcze o co chodzi, poinformowałam ją, że dopiero pojawiłam się w pracy i jeśli uda ustalić mi się coś więcej, to oddzwonię. Jak się potem okazało, facet zamówił taksówkę i pojechał do burdelu. Noc spędził z prostytutką. Nie mogłam o tym powiedzieć tej kobiecie, bo mam obowiązek zachowania tajemnicy, nie mogę udostępniać danych osobowych ani szczegółów kursów, no chyba że policji. Źle mi z tym, że nie mogłam powiedzieć jej prawdy i musiałam kryć takiego frajera. To znaczy, teoretycznie nie musiałam go kryć, ale wtedy na pewno wyleciałabym z roboty, bo to jeden z naszych lepszych klientów, na którym da się dobrze zarobić.

Niby to nie moja sprawa, ale nie rozumiem jak można tak oszukiwać osobę, która nas kocha. Ona przerażona, że mogło stać się coś złego, szukała swojego faceta, a on w najlepsze zdradzał ją z jakąś dziwką. Szczyt skurwysyństwa.

A tak poza tym, to nasz cudowny rząd chce wprowadzić zmiany w ustawie o zbiórkach publicznych, które będą umożliwiały politykom zmianę celów, na które organizacje pozarządowe przekazują zebrane pieniądze. Dla mnie ten projekt ustawy jest atakiem na obywateli i ich prawo samodzielnego wyboru na jaki cel chcą wpłacić pieniądze. Nie godzę się na to, by PiS gospodarował nie swoimi pieniędzmi, więc zachęcam do podpisania apelu: www.wybieramcowspieram.pl

środa, 14 marca 2018

Koniec Przystanku Woodstock.



Przystanek Woodstock chyba każdy Polak (i nie tylko) kojarzy. A PolAndRock Festival? Właśnie na taką została zmieniona nazwa Woodstocku. Dlaczego?

"Przez 23 lata, dzięki ogromnej życzliwości i przyjaźni organizatorów amerykańskiego Woodstock, korzystaliśmy z tej nazwy (...) Minione 23 lata wyczerpały możliwość korzystania z nazwy Woodstock w takim wymiarze. Dziś tę sprawę przejęła komercyjna agencja, która proponuje nowe zasady wykorzystania marki amerykańskiego festiwalu. (...) Nadszedł więc czas na zmianę i na nową nazwę."

Okej, rozumiem że zmiana nazwy była konieczna, ale dlaczego akurat na PolAndRock Festival? Mam mieszane uczucia. Można przecież było jakoś bardziej... po swojemu. Chociaż ten "Przystanek" w nazwie zostawić, bo na Przystanek Brudstock to bym nawet nie liczyła XD Cokolwiek, co nawiązywałoby do starej nazwy, do której wszyscy woodstockowicze się bardzo przywiązali. Owsiak mógł zorganizować konkurs, głosowanie, tak aby uczestnicy również mogli się wypowiedzieć na temat zmiany, mieć na nią jakiś realny wpływ. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Trochę żal po prostu. Uważam, że PolAndRock jest dużym spłyceniem w nazewnictwie całej idei festiwalu, w końcu grają tam przeróżne zespoły, niekoniecznie rockowe, można usłyszeć naprawdę ogromną różnorodność w gatunkach muzycznych. Woodstock brzmiał bardziej międzynarodowo, ponad podziałami, lepiej oddawał niepowtarzalny klimat imprezy, bo to coś więcej niż tylko "rockowy koncert". Będzie mi brakowało koszulek woodstockowych i legendarnych okrzyków ze sceny "WOODSTOCK! Jak się bawicie?". Dobrze, że chociaż miejsce festiwalu - Kostrzyn nad Odrą - póki co pozostaje takie samo.

Z drugiej jednak strony, to przecież tylko zmiana na papierze. Mam nadzieję, że w kwestii samego festiwalu nic już nie ulegnie zmianie. W końcu tę niesamowitą atmosferę tworzymy tam my - niesamowici ludzie. A dla nas Woodstock pozostaje Woodstockiem, nikt oficjalnej nazwy i tak używać nie będzie. Liczy się idea, klimat, przyjaźń, miłość, muzyka, oraz to, że Najpiękniejszy Festiwal będzie grać do końca świata i o jeden dzień dłużej ;)






Tegoroczny Woodstock będzie moim piątym i zamierzam w miarę możliwości wracać tam co roku.
Bo na Woodstock się nie jeździ, na Woodstock się wraca.



piątek, 9 marca 2018

Nienawidzę Cię, nie opuszczaj mnie.

Mój borderline uaktywnia się najintensywniej, kiedy czuję się zraniona, zapomniana, niedoceniana, opuszczona. Właśnie tak czułam się wczoraj, kiedy spędzałam Dzień Kobiet sama i nie doczekałam się nawet żadnej wiadomości z życzeniami. Wszystkie te negatywne emocje w takich chwilach przeistaczają się w jedną - ogromną złość. Niezliczone pokłady ogromnej złości. Zamieniam się w tornado. Chciałam to przemilczeć, przeczekać, ale ostatecznie wybuchłam rozpoczynając kłótnię z D.
Starał się wytłumaczyć, przeprosić, ale w takim stanie żadne tłumaczenia do mnie nie docierają, dokonuję rozszczepienia, widząc tylko to, co złe. Nie jestem w stanie ocenić całego obrazu sytuacji. Padło kilka bolesnych słów.
Powiedziałam, że życzenia złożył mi nawet mój znajomy, że on o mnie jakoś potrafił pamiętać, mimo że to nie z nim jestem w związku. Otrzymałam odpowiedź, że w takim razie mam sobie iść do niego, że to dziwne, że jeszcze nie zerwałam skoro tak mi źle, że pewnie nie potrafię odejść, więc on może mi w tym pomóc.
Nie powinien był tego mówić. Automatycznie uruchomił się u mnie mechanizm "odejdź, zanim zostaniesz opuszczona". I chciałam to wszystko skończyć. Zaczęły przypominać się mi się wszystkie sytuacje, kiedy zostałam potraktowana źle. D. chyba zorientował się, co wywołał tymi słowami. Natychmiast zaczął próbować wszystko odkręcić, mówić że wcale nie miał tego na myśli, że powiedział to w złości. A ja chciałam tylko od tego wszystkiego się odciąć. Ale on wiedział, że to nie ja, że to mój borderline przeze mnie przemawia. Nie traktował poważnie moich słów, że to koniec. Powiedział, że mnie nie zostawi, i że ja też nie chcę zostawić jego. Zwymiotowałam ze stresu. Już dawno mój lęk przed odrzuceniem nie był tak silny.
Nie rozstaliśmy się. Najbardziej cieszę się z tego, że pod wpływem impulsu nie usunęłam wszystkich naszych wspólnych zdjęć, bo bardzo chciałam to zrobić. To jedyne nad czym udało mi się zapanować.
Jestem zmęczona sobą.

czwartek, 8 marca 2018

Dzień Kobiet.

Dziś 8 marca, czyli jak zapewne wszyscy wiedzą Dzień Kobiet. Spędzam ten dzień samotnie.
D. jest chory, dopadła go grypa. W smsach zapytał co dziś robię. Myślałam, że jeśli D. źle się czuje i nie ma siły przyjechać, to chociaż zaproponuje, że ja mogę wpaść do niego, żebyśmy ten dzień spędzili razem.
Ogarnęłam się i czekałam na jakąś wiadomość. Nie wiem w sumie po co.
Nie dostałam nawet głupiego smsa "Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet". Zupełnie nic.
Patrzę na zdjęcia kwiatów dodawane przez inne dziewczyny, popijając piwo w pustym pokoju.
Może dla innych wydaje się to głupie, może dla innych to nieistotne, a mi jest znów cholernie przykro.

niedziela, 4 marca 2018

Miejsca, które odwiedziłam - Wolfratshausen (Niemcy).

Wolfratshausen, Isar, Loisach, Izara, rzeka, natura

W kwietniu zeszłego roku skorzystałam z zaproszenia mojej siostry i odwiedziłam Wolfratshausen. 
Jest to nieduże miasteczko położone w Niemczech nad rzeką Izara, około 40km od Monachium. 
Będąc dzieckiem spędzałam tam w zasadzie każde wakacje, dzięki czemu szybko nauczyłam się języka niemieckiego. 

Tym razem wróciłam tam po kilku latach; taki powrót do przeszłości i wspomnień z dzieciństwa to ciekawe doświadczenie. Byłam w Wolfratshausen przez tydzień i większość tego czasu spędziłam na samotnych spacerach po okolicy. Te samotne spacery uświadomiły mi, jak fajnie jest jednak mieć towarzysza do wędrówek. Jak fajnie kiedy można podziwiać widoki z ukochaną osobą, dzielić się przeżyciami. Oczywiście, czasami dobrze jest pobyć chwilę samemu, zdystansować się, wyciszyć, ale po kilku takich dniach jedyne o czym myślałam to to, jak wielka szkoda, że D. nie jest tu teraz ze mną. 

Miasto może i nie należy do najciekawszych, ale uważam, że wszędzie można znaleźć coś, co warto zobaczyć. Każde miejsce ma w sobie coś godnego uwagi, trzeba tylko chcieć to dostrzec. Jestem ogromną miłośniczką jezior, rzek, potoków, morza - ogólnie wszystkiego, co związane z żywiołem wody, także najwięcej czasu spędziłam właśnie w takim otoczeniu...