poniedziałek, 17 września 2018

Morskie Oko.

Weekend był w porządku, starałam się jak tylko mogłam, żeby było dobrze.
Dziś rano czułam się taka szczęśliwa, kiedy spaliśmy przytuleni do siebie. Chciałabym zawsze czuć w sobie taki wewnętrzny spokój.




piątek, 14 września 2018

Najgorsze już minęło?

"Zakończyłam 3-letni związek, bo nigdy nie byłam tak nieszczęśliwa jak przez miłość." 
Nie Karina, nie jesteś nieszczęśliwa przez miłość, tylko przez jej brak w dzieciństwie, przez dorastanie w toksycznym i patologicznym środowisku, przez bycie wychowywaną przez zaburzonych rodziców. 

To śmieszne, bo teraz, w tym momencie, jestem zupełnie inną osobą niż te kilka dni temu. Oczywiście nie rozstaliśmy się z D., bo on już doskonale wie, kiedy coś mówię "ja", a kiedy borderline wypowiada się za mnie. Wiedział, że nie chcę kończyć związku, że nie mam na myśli tych wszystkich rzeczy które mówiłam. Chociaż ja w tamtym momencie sama byłam pewna tego, że chcę zerwać, byłam bardzo przekonująca i wierzyłam w to, co mówię. Ciężko to wytłumaczyć, sama nie potrafię tego zrozumieć. To tak, jakby były we mnie trzy osoby. Jedna, która go kocha i chce z nim być, druga która go nienawidzi i uważa że jest zły i nie chce z nim być, no i trzecia, która uważa, że to ja jestem zła i nie powinnam go krzywdzić i lepiej będzie mu beze mnie, lepiej gdy zniknę. Albo któreś z tych 3 głosów przejmuje całkowicie kontrolę, albo przekrzykują się wzajemnie w mojej głowie, zawalając mnie argumentami i dowodami za daną racją. A najgorsze jest to, że każdy z tych głosów ma rację. Chciałam napisać o tym coś więcej, ale już nie chcę. Teraz, kiedy myślę o swoich poprzednich zachowaniach, sama gardzę tym jak głupia i dziecinna jestem. W każdym razie podczas ataków bordera staję się totalnie niedostępna i komunikacja ze mną jest niemożliwa - nie trafiają do mnie żadne argumenty ani logiczne wyjaśnienia. Napisałam sama do siebie list, który D. ma mi pokazywać za każdym razem, kiedy będzie zaczynał się mój napad złości. Skoro słowa innych do mnie nie trafiają, to może sama do siebie jakoś dotrę? Nie wiem czy to będzie działać, ale warto spróbować.


Nie mogłam w nocy zasnąć, miałam bardzo nieprzyjemne flashbacki z dzieciństwa, nie dało się ich przerwać i nie wiem skąd się wzięły i dlaczego.

Jutro jedziemy z D. do Zakopanego nad Morskie Oko. 

poniedziałek, 10 września 2018

"Potwierdzam, nie kocham tak bardzo jak ty".

Wczorajszy atak był straszny, jeden z najgorszych jakie miałam w ostatnich miesiącach. Ogarnęła mnie taka panika, że zaczęłam się przez chwilę dusić, nie mogłam złapać oddechu. Myśli samobójcze nie dawały mi spokoju, trzęsłam się ze złości i płaczu, biłam sie po twarzy z nienawiści do siebie i żeby siebie ukarać, a tabletki uspokajające w normalnych dawkach nie pomagały. Wypiłam 6 piw i wzięłam resztę paczki tabletek uspokajających, z kilkanaście ich było. Nie chciałam się zabić ani nic, chciałam tylko żeby ten ból minął, było mi obojętne co się ze mną stanie. Oczywiście nic się nie stało, obudziłam się rano normalnie, jestem niezniszczalna heh. Zakończyłam 3-letni związek, bo nigdy nie byłam tak nieszczęśliwa jak przez miłość. Będąc sama też cierpiałam, ale nie do tego stopnia, by ciągle myśleć o śmierci przez to, że on kocha mnie mniej, że wybiera znajomych zamiast mnie. Czuję się ciągle odrzucana i niekochana przez osobę, którą ja kocham najmocniej na świecie, nie umiem tego znieść, to się musi skończyć.

niedziela, 9 września 2018

always the 2nd choice

Pierdolony zakłamany skurwiel. Wczoraj po pracy jak zaproponowałam kino (bo sam zaprosić mnie kurwa nigdzie nie umie) to wielce zbyt zmęczony był żeby się ze mną spotkać. Siedzenie w kinie było zbyt wymagające. Czy dzisiaj po pracy też jest taki zmęczony? A skądże, dzisiaj jakimś dziwnym trafem już nie. Czy w takim razie zaproponował mi, że może dziś pojedziemy do tego kina albo się po prostu spotkamy? No kurwa oczywiście że nie, słowem się nie odezwał, za to z kumplami już plany na dzisiaj ma, do umawiania się z nimi to jest pierwszy. Chociaż wczoraj twierdził co innego :) Mam dość tego pierdolonego lecenia w chuja, niech wypierdala do nich, zakłamany skurwiel, nie chcę go więcej widzieć na oczy.

Młody bóg z pętlą na szyi?

Czuję się beznadziejnie. Jestem totalnie pusta, wypłukana z emocji. Nie mam żadnych ambicji, nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce. Nie mam żadnych celów ani żadnych marzeń. Naprawdę, wszystko mi jedno, nie zależy mi. Dawid zawsze powtarzał, żebym znalazła sobie jakieś zajęcie, jakieś hobby. Tak jakbym nie próbowała. Próbowałam poświęcać swój czas i uwagę na udoskonalanie makijażu, próbowałam gotować, rysować, montować fanvideo z ulubionych seriali na youtuba, próbowałam nawet ćwiczyć, uciec w świat książek, oddać się pisaniu (założyłam tego bloga między innymi by pisać o podróżach), a ostatnio próbowałam grać na keyboardzie. ALE TO KURWA NIE DZIAŁA, nic nie działa. Za cokolwiek bym się nie zabrała to szybko się zniechęcam, bo nie odczuwam kompletnie żadnej radości z tego co robię, nie widzę w tym sensu, nic mi nie wychodzi tak czy inaczej. I nie potrafię się zmusić, by przy czymkolwiek wytrwać. Nawet spotkania ze znajomymi nie poprawiają mi humoru, często jest wręcz przeciwnie, męczę się przy nich. Cóż za marna egzystencja. Jestem na etapie zastanawiania się po co mi to wszystko i jak długo jeszcze będę w stanie w tym tkwić.

sobota, 8 września 2018

Borderline puka do drzwi.

Miałam dziś kolejny atak, bo nie chciał się ze mną spotkać. Myślałam, że złość i smutek rozerwie mnie od środka. Nie wiem czy ktokolwiek zdrowy jest w stanie wyobrazić sobie siłę tych emocji, których doświadczam w trakcie ataku, to pochłania mnie totalnie, przestaję być sobą. Wzięłam tabletki na uspokojenie i przesiedziałam cały dzień w domu sama. Ostatnio jest coraz gorzej, robię się agresywna. Wczoraj go uderzyłam w trakcie prowadzenia samochodu, bez powodu właściwie. Nie wiem co się ze mną dzieje, sama się siebie boję.